Trzy litery…

Posted: September 21st, 2010 in @, Arte
Tags:

Każdą z osobna wstukuję na klawiaturze i telefon dzwoni sam. Wtedy się rozłączam. Potem znowu wpisuję i zaczynam dzwonić – tylko po to, żeby cichym click zakończyć połączenie. Lepiej próbować i nic nie osiągnąć, niż nie próbować i osiągnąć dno.

Dno. Złe określenie. Poprawne gramatycznie, semantycznie i znaczeniowo, ale złe. Od dna można się odbić i wypłynąć na powierzchnię, potem nabrać powietrza i spokojnie opaść – znów na dno. Sinusoida życia. Ale od pewnych powierzchni płaskich odbijać można się tylko w dół, w jeszcze bardziej obcą i nieopisaną głębię. Taki rodzaj mulistego podłoża nie ma nazwy. Cosinusoida. Więc jest dno.

Szaleństwo ma depresję. Kiedyś wyfarbowało się na blond dla podniesienia samooceny, dzisiaj dopisało minus koło stopnia i udaje, że tak było zawsze. Niedługo z minusa zrobi plus i, jak gdyby nigdy nic, zasiądzie z dekoltem do pępka przed głodnymi oczami. Ale dzisiaj nosi golfik. Więc jest dno.

Cały pokręcony świat matematyków, który olał zasady proporcjonalności, przekwalifikował się dla dziedzin lepiej zbadanych, jak aquanautyka i ogólne lanie wody, więc Szaleństwo pasa por alto taką geometrię. Pewne proste nieskończone ograniczają Szaleństwu pole widzenia. Prosta M (jak magnituda), na przykład, radzi sobie doskonale, jeśli pod uwagę brać pozory. Pozory mylą i wodzą – za nos – odcinek K. Odcinek z prostą szuka najkrótszej przystającej. Niespełniona geometria uczuć wyższych.

Fizyka łączy świat matematyczno-przyrodniczy z seksem i pogrąża wszelkie kształty spójne na odcinkach innych niż dowolne. Skupione w Szaleństwie aspekty spójności, które ściągają cały ten arytmetyczny półświatek – koło, okrąg, owal, oczy, dupa, cycki i podwiązki – stronią od przeciętnej prostej. W zamian Prosta M ma niemagistry. Dno, dno, dno!

Scjentyzm powyższej ideologii rozbija się o zasady fizyczno-matematycznej kwadratury, która dusi Szaleństwo w zarodku i nie pozwala wypłynąć na wody inne, niż niepewności. Cała ta sytuacja męczy niesamowicie. Wystarczy, co prawda, zatrudnić nową profesurę lub ewentualnie puścić kadrze w niepamięć całą tę teorię dnotyczności i zacząć od prostego jeden plus jedenaście – to zawsze daje sto – ale nie ma siły nikt na biznesplany dalszej, niż minuta pięć przyszłości, więc niech dzieje się, co chce. Szaleństwo leży na dnie. Przemęczenie sięga granic, szczęka lekko się rozchyla, z kącika ust sączy się udawane poczucie własnej wartości. Powieki stają się ciężkie, a oczy zbyt zmęczone żeby śledzić palce, więc na ślepo, dla zasady, jeszcze raz wstukuję mantrę…

M. A. D.
Trzy litery…
Dzwoni?
Nie.

Advertisements

Shout a word!

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s