Moje paranoje

Posted: October 9th, 2008 in @, Arte
Tags:

Jest tak cicho, że słychać szum wody oddalonego o ćwierć kilometra potoku. Zdawałoby się, że to uroki życia na wsi, ale nie – łóżko, w którym leżę, znajduje się dokładnie w centrum miasta. Jeśli można wierzyć temu, co wskazuje GPS.

Godzina duchów wybiła prawie trzy lata temu. Przynajmniej z mojej perspektywy, bo każde sześćdziesiąt minut wlecze się jak rok. Za oknem, w świetle ulicznej lampy, błyszczą cekiny na przykrótkich kieckach prostytutek – nakrapiają iskrami mokry asfalt. I to by było na tyle. Statyczny obraz zadupia, które plasuje się gdzieś w pierwszej dziesiątce największych miast tego państwa. Nie dzieje się nic. Jedyna rozrywka śpi obok mnie, a ja nie mam najmniejszej ochoty z niej korzystać.

Zaczynam rozumieć te internetowe logi. O, przepraszam… Blogi! Log, to termin znany od lat każdemu informatykowi. Oznacza – w przybliżeniu – sprawozdanie z przebiegu całego dnia. Przybliżenie to pomija fakt, że logi są pisane przez maszyny, przez programy nimi sterujące, które wysyłają do pliku informacje o każdym sukcesie, niepowodzeniu, wynikach analiz – swoiste binarne przemyślenia. Tylko, że kiedy granica pomiędzy człowiekiem i maszyną zanika, a do międzyludzkich kontaktów zaczyna wystarczać ekran komputera, wszystkie pojęcia wymagają przedefiniowania. Nic dziwnego, że się pomyliłem. Bo przecież jedna litera zmienia społeczeństwo w e-społeczeństwo. Ludzie piszą logi. Jakby kogoś obchodziły przemyślenia inne niż binarne.

Nie minęło nawet dziesięć minut. Wszystkie te myśli, których szum zlewa się z zasraną rzeczką, mają proste zadanie – zabić czas. Zlecenie morderstwa nieściganego żadnym prawem. Po cichu skracam więc o głowę każdy ułamek sekundy, a obok leży bezbronna dziewczyna – naga i nieświadoma dokonywanej zbrodni. Och, jakże chciałaby zostać obudzona! Ale nie w taki zwyczajny sposób. Nie. Ta pobudka musiałaby być niebanalna – ukształtowana w rozdzierający ból straty. Coś, czego nie potrafi przeżyć sama.

Dlatego przyjechałem w takim pośpiechu. Zapomniałem miliarda niezbędnych do życia drobiazgów, kilka zostawiłem celowo – nie mieściły się w pokrowcu na gitarę. A teraz jestem na miejscu i udaję, że mnie nie ma. Chciałaby, żebym był, objął jej młode ciało i siłą wycisnął z niego emocje, których nigdy nie doświadczyła. Wiem, bo o to mnie prosiła. Potem powiedziałem jej o Innej. Zazdrość, odrzucenie, smutek, złość – wszystko to, co normalnego człowieka przygniotłoby ciężarem tysiąca ton, na maleńkiej twarzy nie odmalowało zupełnie nic. Nie potrafi płakać. Nawet teraz, kiedy nie został jej nikt.

Nienawidzę siebie. Z grymasem męczennika łatam cudze życiorysy, udzielam rad, do których sam się nie stosuję, naprawiam światy innych. Mój świat natomiast, dogorywając w stanie ruiny, próbuje udawać zabytek pieprzonej architektury. Niewiele różnię się od tej nieszczęsnej istoty, dla której smutek, szczęście i płacz to to samo. Ona przynajmniej nie musi udawać. Ma tylko mnie, a ja nie chcę jej mieć. Nie dlatego, że nie ma uczuć – dlatego, że ja je mam. I że jest Inna.

Inna wcale nie chce być. Nazywa mnie błędem, który nie może się powtórzyć i zdarza się tylko po alkoholu. Nikt nie wie dlaczego. Wszyscy na swój sposób jesteśmy robotami. Każdy wyświetla swój komunikat – oczekiwanie, sukces, błąd, brak zasobów. Dlaczego? Do kogo? Może to nie ma znaczenia? Nie wszyscy publikują blogi, nie każda wiadomość jest jasna, ale logika postępowania nie zmieniła się od miliardów lat. Trzymamy przy sobie tylko to, co pozwala nam przetrwać. Wysyłamy w eter swój niejasny status – czynnik kompatybilności. Innej do przetrwania nie jestem potrzebny. Nie kiedy jest trzeźwa.

W naszej robociej egzystencji porty podczerwieni i inne narządy mowy wyrażają tylko to, co jest w stanie przez nie przepłynąć bez naruszania protokołu. Na przykład: gdy ktoś łapie mnie za rękę, to oznaka zainteresowania, czy może powinienem schylić się przed ciosem? Wiem tylko, że ktoś mnie trzyma, reszta w protokole się nie mieści. Sygnały nie są jednoznaczne, dlatego wysyłamy je w tak nadmiarowych ilościach – rodzaj zabezpieczenia. Zaskoczone spojrzenie Innej, gdy wyrywam Kolejną, nie powie mi nic. Jedno. Ale drugie, trzecie… Potem pora na mój sygnał: zmiana obiektu zainteresowania – Inna znów jest w centrum uwagi. Za późno. Już jej nie interesuję.

Prawie godzina. Przez głowę przepływa mi około miliarda myśli na sekundę ponad to, co jestem w stanie zapisać. Oczywiście, podaję z dokładnością do jedenastu. Czyli trzech. Binaryzm w normalnym świecie prezentuje się nieco radykalnie. Biały, czy czarny? Żyję, nie żyję? Kocha, nie kocha? Proste pytania pozbawione przestrzeni na kreatywne odkrywanie szarości. Wszystkie odcienie sprowadzane do najbardziej skrajnego – najczystszy radykalizm. Czekać, czy nie czekać? I pięćset milionów możliwych odpowiedzi, z których każda mówi “tak” lub “nie”. Następne pytania: jak długo?, czy warto?, dlaczego?. Tu już nie jest tak łatwo.

Przez ostatnie kilkadziesiąt miesięcy na mojej drodze leżała Kłoda, którą – przez wzgląd na zasady – usunąłem stosunkowo niedawno. Nie zawsze była Kłodą. Kiedyś, jako młody krzew, puszczając pędy, wrastała w grunt. Z czasem, kołysząc się z pniaka na pniak, osłabła na tyle, by upaść. Inna jeszcze nigdy nie była tak kusząca. Ot, zmiana drogi… Głupi ja nadal chodziłem niewygodną ścieżką – przez stanowczo za długi czas. Złudne nadzieje, że regularnie podlewane korzenie odrosną. Ale nie, Kłoda nie przestała się kołysać.

Jeszcze kilkanaście minut, zanim przyjdzie sen; kilkadziesiąt, zanim trzeba będzie wstać. Trylion myśli zgasło, zapłonęło milion więcej. Para piersi, która je pomieści, właśnie się przeciąga. Tańcząca figlarnie poświata księżyca drobnym meszkiem oszukuje palce… Odnajdują gładką skórę, przyciągają owocowy raj. Gdzieś w zapachu zakazanych pomarańczy wolno wstaje dzień. Nie, nie słucham Daab.

Advertisement

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Connecting to %s